W sobotę 19.05.2012r graliśmy w Sporteum.
Dobrze wprowadził się w kategorii do 10 lat Tymon Marcinkjan. Wygrał pierwszy mecz, w drugim z Martyną prowadził już 4:2, żeby w końcu ulec po zaciętej walce. Brawa dla Tymona, ważne, żeby nie przerywał treningów ze skakanką, a będzie super.
Turniej do 10 lat wygrał Leon Marcinkjan, cieszy styl gry, jaki ostatnio zaczyna prezentować, dużo ofensywnych piłek, gra kątowa i coraz skuteczniejszy serwis. To bardzo ważne zmiany, oby zwiastowały wychodzenie Leona z kryzysu.
Za plecami Leona trwa zacięta walka Bartka Siwickiego i Igora Bartosiewicza. Wcześniej wygrywał Igor, teraz szala przechyliła się na korzyść Bartka, ale o wyniku ich rywalizacji, często decyduje odporność psychiczna. W sobotnim meczu Igor miał trzy piłki meczowe z Bartkiem, których nie udało mu się wykorzystać, zabrakło trochę ryzyka i trochę szczęścia. Rywalizacja między Bartkiem, Igorem i Leonem zapowiada się ostra, co z pewnością podniesie ich poziom sportowy. Jestem przekonany, że wkrótce do tej rywalizacji włączy się również Rafał Kotowski.
Ciągle na wysokim poziomie gra Martynka Szynkowska, zajęła trzecie miejsce razem z Bartkiem. Brawo
Pojechaliśmy w składzie:
Klaudia, Leon, Bartek i Igor pod opieką kontuzjowanego trenera i pana Pawła.
Należy zauważyć, że dzięki nowemu nabytkowi (nowy 7 osobowy Fordzik) pana Pawła jechaliśmy jednym samochodem i komfortowo, za co wielkie dzięki.
Zacznę od Klaudii, która tym razem miała już trochę pograć w tenisa. Rozpoczęła bardzo dobrze, zgodnie z założonym planem przedmeczowym ( z kim, pomijam nie z braku szacunku, ale dlatego, żeby nie sugerować wpływu przeciwnika- moją dewizą jest zmieniać siebie, nie otoczenie ), grała raz mocno, raz szlajsem, dobrze serwowała, podjęła ryzyko gry ofensywnej. Pierwszy gem układa się super, prowadzi, za chwilę równowaga, gra na przewagi trwa długo i kiedy pełen optymizmu czekam na sukces, nagle Klaudia nie wywołuje dużego autu, zalicza piłkę, gem dla rywalki. Pomylić się, ludzka rzecz, tylko, czy to pomyłka ?. W poprzednim turnieju Klaudia grała z Anią Hertel w Warszawie, takich sytuacji było z pięć. Auty były tak ewidentne, że Ania ze złości rzucała rakietą, ale Klaudia nie reagowała i zaliczała piłki. Ile takich autów było na tym meczu, nie wiem, wiem jednak, że mamy kolejny problem. Zwróciłem Klaudii na to uwagę i szybko zrobiło się 0:3 dla rywalki. Przejście, trochę relaksu i czwartego gema wygrywa Klaudia, jest 1:3, po czym dobra gra i 2:3 (obserwuję mecz i liczę punkty). Okazuje się, że tylko według mnie, bo dziewczynki grają dalej tego gema, aż wygrywa przeciwniczka i jest 1:4. Kiedy Klaudia jest blisko mnie, pytam, czy liczy punkty i dostaję radosną odpowiedź, że nie, woli spytać rywalki, jaki jest wynik. Znów błagam, licz punkty, ale to już za dużo, jak na Klaudię, tyle rzeczy na raz, mecz kończy się wynikiem 1:6; 0:6.
Wywołanie autu wiąże się z konsekwencjami, to przecież duża przykrość dla rywala (będzie mu smutno, może nawet będzie zły), może wystawić naszą uczciwość na próbę i zawołać sędziego (będzie konflikt), właściwie po co mi te problemy, lepiej siedzieć cicho, przecież trener mówi, że mogę przegrać.
Rachunek jest prosty:
- gram długiego gema na przewagi, oznacza to, że szanse wygrania dzielą się po 50%
- przegrałem tego gema, to szansa wygrania następnego spada o około 10%, 5% to moje straty moralne, drugie 5%, to podbudowanie się psychiczne przeciwnika. Udział procentowy przyjąłem szacunkowo, po długich trudnych gemach może być dużo większy spadek.
Dobry zawodnik potrafi ten spadek szans skompensować dobrą grą, mocnym serwisem, pewnością siebie.
Chłopcy nie mają takich problemów, nawet centymetra nie podarują.
Leon przechodził katorgi na korcie, walczył nie tylko z wyżej notowanym i dwa lata starszym przeciwnikiem, ale także z trenerem i ojcem. Zaczął po swojemu, packą w górę, więc do meczu szybko dołączyli trener i tata (trener perswazją, tata dorzucił szantaż, obiecał lody). Zdesperowany i osaczony zaczął odgrywać się na piłce, walił mocno gdzie popadnie, o dziwo coraz częściej trafiał w kort przeciwnika, który najpierw z uśmiechem, a potem z coraz większym niepokojem obserwował jego poczynania. Zdawałoby się łatwe zwycięstwo zaczynało być zagrożone, Leon odzyskał humor, znów był dynamiczny. Ostatecznie przegrał 2:6; 4:6, ale szkoleniowo to duży sukces, Leon zrobił pierwszy mały kroczek do zmiany stylu gry, przełamał strach, podjął ryzyko mocnej ofensywnej gry.
Bartek znów rozgrzał kibiców do czerwoności, jego pojedynki już są ozdobą turniejów. Przegrał 0:6; 1:6 z dwa lata starszym zawodnikiem, ale po meczu to on zebrał brawa i gratulacje. Właściwie nie ma co krytykować, zagrał powyżej swoich możliwości, dobry serwis, mocne topspiny, szlajsy, loby, a przede wszystkim duża sprawność fizyczna i serce do gry. Brawo !!!
Igor to ostatnio trochę pechowiec, wylosował grę na zewnątrz (Leon i Bartek grali w hali), a na zewnątrz gry nie było, korty miękkie, duży wiatr, zimno. Trudno o jakąkolwiek ocenę, może tylko to, że ambitnie próbował grać, do końca walczył z losem i dzielnie zniósł porażkę.
Dobre wieści doszły z Radomia, gdzie Martynka Szynkowska zdobyła trzecie miejsce w singlu i drugie w deblu w WTK. Sukces tym większy, że to jeszcze Krasnalka, a Radom słynie z dobrych tenisistów.
Sezon letni zaczęliśmy w hali. Korty na zewnątrz jeszcze miękkie, a w hali było chłodniej. Na piątkowym Walnym Zgromadzeniu WMZT prezes UKS Kętrzynianka Daniel Bembas zebrał gratulacje za dużą aktywność i wysoki poziom organizowanych imprez tenisowych w Kętrzynie. Sobotni turniej również stał na wysokim poziomie, pomimo, że była to tylko lokalna impreza, w której udział wzięło 16 zawodników z Mrągowa i Kętrzyna.
Wyniki rywalizacji:
Kategoria do 9 lat
1. Julia Syhłowyj
2. Szymon Tarnowski
Kategoria do 10 lat
1. Tymon Marcinkjan
2. Dominika Syhłowyj
3. Julia Lewkowicz
4. Aleksander Werno
5. Mateusz Bembas
Kategoria do 13 lat
1. Klaudia Zielińska
2. Bartek Syhłowyj
3. Bartek Siwicki
4. Igor Bartosiewicz
5-8. Leon Marcinkjan; Rafał Kotowski; Weronika Janczewska; Szymon Kajat; Martyna Szynkowska
Zdjęcia z turnieju w galerii.
w pierwszym rzędzie to, czy uda nam się odpowiednio zmotywować nasz mózg- wyjaśnia Steven Reiss, psycholog sportowy z Uniwersytetu Stanowego Ohio, – Los, talent, mięśnie- wszystkie te czynniki odgrywają drugorzędną rolę na drodze do sukcesu. To wola przesądza o tym, jak daleko uda nam się zajść. Często również to, jaki cel postawiliśmy przed sobą, rozstrzyga, czy konsekwentnie do niego dążymy. – Im lepiej potrafimy coś robić, im więcej radości nam to daje i im więcej sensu w tym widzimy, tym silniejsza jest nasza motywacja- wyjaśnia psycholog Hugo Kehr z Uniwersytetu Technicznego w Monachium.” – część artykułu: Czy dążę konsekwentnie do celu ? – Świat Wiedzy; maj 2012
WTK 5 w Ostródzie 21.05.2012 r.
Jeszcze w środę była decyzja „nie jedziemy”, mało tego, poważnie wątpiłem w przyszłość kariery Klaudii. Kryzys się pogłębiał, do załamania dochodziło już nawet w meczach sparingowych, na treningach. Długie rozmowy, tłumaczenia, rytuały, kotwice, wszystko na nic, i tak od kilku miesięcy. Nawet stan równowagi w gemach wywoływał nadmierny stres, ten powodował błędy, błędy pogłębiały stres i już nie było ratunku, kolejna porażka . Jedno się nie zmieniało, Klaudia nie rezygnowała, regularne treningi i praca nad kontrolą stresu. Decyzja zapadła w piątek po ostatnim sparingu, Klaudia wiedziała, że gra o udział w WTK-u. Poprzeczka nie wisiała za wysoko, bo grała z Bartkiem, ale od czegoś trzeba zacząć, a Bartek ostatnio nie chce psuć, biega i wszystko przebija. Pojawiło się światełko w tunelu, tylko „raz zatkała uszy”, jak przekazywałem uwagi, ale na krótko, pewnie przypomniała sobie o co gra, tak, czy inaczej mecz wygrała i postanowiłem jeszcze raz spróbować.
W pierwszej rundzie wylosowała Julkę Grygołowicz, uwzględniając okoliczności, świetna okazja do sprawdzianu, co dalej………
Julka zagrała super, cierpliwie, dokładnie, atakowała tylko z przygotowanych piłek, nie było się za co zahaczyć. Wygrała z Klaudią 6:2; 6:2, czyli na rowerze, bo grały od 2:2.
Można pomyśleć, że mecz bez historii, ale dla Klaudii to zdany egzamin na piątkę. Były próby zmiany taktyki, nie wychodził mocny topspin, spróbowała szlajsem, nie pomogło , poszły w ruch wysokie topspiny, nie udało się, ale pierwszy raz na przerwach rozmawialiśmy o grze, a nie o postawie.
Kolejny test w deblu w parze z Rosjanką Aleksandrą. Kryzys wisiał na włosku, bo doszła odpowiedzialność przed koleżanką za popełniane błędy. Rosjanka, to dobra zawodniczka, ale rozleciała się po przegranej w singlu, zabrakło radości z gry, partnerstwa. Tu również porażka w meczu, ale znów dobra postawa, odważne woleje, smecze, zmiana pozycji ze zmianą sytuacji na korcie. Tenisowo było tak sobie, ale za próby taktyczne należy się pochwała. Partnerka grała dobrze, choć z pewnością stać ją na więcej.
Wracaliśmy z turnieju pełni nadziei i zadowoleni ze zdanego egzaminu.
Pierwsze miejsce Martynki, trzecie Tymona, czwarte Olka, to duży sukces na turnieju Masters Tenis10.
Najbardziej jednak cieszy styl gry jaki zaprezentowali.
Martynka wychodziła na mecz finałowy z duszą na ramieniu, dotychczasowe potyczki z Pauliną Jankun z Elbląga nie zawsze kończyły się wygraną. Mecz finałowy pokazał, że siła gry Martynki jest coraz większa, swobodnie operowała topspinem, slajsem, dobrze serwowała, a jak trzeba, były skróty i woleje.
Podobnie zagrał Tymon, licznie zgromadzeni trenerzy i rodzice podziwiali jego mocno kręcone topspiny, swobodę doboru uderzeń, było dużo pochwał.
Olek był czwarty, widać jak z turnieju na turniej poprawia technikę, jego zagrania były jeszcze niepełne, niedokończone, ale jest już bardzo blisko opanowania poprawnej techniki. Czwarte miejsce wywalczył dużą mądrością rozgrywania piłek i świetną pracą nóg. Świadczy to o dużych rezerwach, w kolejnych latach o zwycięstwach decydować będzie mądrość taktyczna i praca nóg, czyli cechy, którymi Olek już się wyróżnia.
W naszym teamie startował również Mateusz Bembas, duży talent, ale ciągle niespełniony, a to choroba, a to wyjazd na narty, ciągle coś przeszkadza. Potrafi zagrać doskonałe piłki, żeby za chwilę popsuć, typowy objaw braku stabilizacji, niedotrenowania. Z meczu na mecz grał coraz lepiej, a ostatni wygrał z Tymonem już w dobrym stylu.
Im bardziej się staramy, tym gorzej. Im bardziej chcemy być pewni siebie, tym bardziej w siebie wątpimy. Okazuje się, że kręcimy się w kółko. Te najważniejsze cechy w sporcie i tenisie ciągle dla wielu wydają się nieosiągalne.
Kiedy zatem mamy niską samoocenę, a wtedy………, kiedy chcielibyśmy być lepsi niż jesteśmy, kiedy chcielibyśmy grać lepiej niż gramy itd.
Sprawa jest prosta, nie chciejmy…………… i po kłopocie.
Żeby grać na swoim najwyższym poziomie, musimy być w zgodzie ze sobą, zaakceptować siebie i zaakceptować możliwość porażki.
Pewność siebie nie zależy od naszych możliwości, można być słabym tenisistą i mieć „pewność siebie” i „wysoką samoocenę”, to nasze postrzeganie siebie, to akceptacja siebie, to szacunek do siebie.
Wnioski:
1. Ludzie o niskiej samoocenie są zarozumiali i nieobiektywni.
2. Ciągle porównują się z innymi, chcą być od nich lepsi.
3. Ciągle walczą o lepszą pozycję, o swoją „ważność”.
4. Wokół siebie wyszukują wyimaginowanych wrogów, wikłają się w niekończące się konflikty.
5. Prowokują konflikty i stają się ich ofiarami.
Jacy są „mistrzowie” ludzie „pewni siebie”:
1. Kochają siebie, akceptują swoje słabości.
2. Nie porównują się z innymi, nie wywyższają się, szanują odmienność innych.
3. Nie walczą, żeby być od innych lepszym, akceptują swoją pozycję (nawet gorszą).
4. Umieją przegrać z podniesionym czołem, szczerze gratulują zwycięzcy.
5. Mają wokół siebie przyjaciół, inni chętnie im pomagają, bo czują wzajemny szacunek
Sport to rywalizacja, więc pozornie wydaję się, że jak nie walczysz, to nie wygrasz. To pułapka w którą wpada wielu sportowców, jest ich tak wielu, że ich walka staje się to normą i przykładem dla innych. To miliony prze-motywowanych, walczących zawodników, niektórym udaje się nawet zbliżyć do mistrzostwa kraju, może nawet do „setki” na świecie, ale dopóki walczą, napinają się, odbierają sobie szansę na mistrzostwo.
Adam Małysz u szczytu kariery, kiedy był najlepszym skoczkiem na świecie, w wywiadach dla kibiców powtarzał, że chce „oddać tylko dwa dobre skoki”, nie walczył, niczego nie udowadniał, pokornie przyjmował porażki- był mistrzem.
W wyniku prowadzonych analiz i badań stwierdzono, że najlepsi na świecie tenisiści nie wyróżniali się nadmierną (większą od pozostałych badanych) ilością treningów, jednak charakteryzowali się dłuższym stażem treningowym i ilością rozegranych meczy w okresie 11-14 roku życia.
Wnioski:
- trzeba wcześnie rozpoczynać treningi, może już od 5-6 roku życia
- od 11-go roku regularnie startować w zawodach
- ustalić optymalną ilość treningów w tygodniu, nie za dużą, ale i nie za małą, należy uważnie obserwować zawodnika (rola trenera) i dopasować ilość do jego możliwości fizycznych i psychicznych. Ważne, z punktu widzenia motywacji do gry i treningu jest nie przekraczanie możliwości psychicznych. Ważna jest również dobra komunikacja i sposób prowadzenia treningu, mogące zwiększyć możliwości psychiczne.
Badania porównawcze prowadzone wśród najlepszych tenisistów świata wykazują, że zawodnicy, których rozwój fizyczny w wieku 11-14 lat był opóźniony w stosunku do kalendarzowego, w wieku seniora częściej osiągali najwyższy poziom sportowy. Autorzy badań nie wyjaśniają przyczyn tych tendencji.
Prawdopodobnie szybki rozwój fizyczny sprzyjał osiąganiu sukcesów w dzieciństwie i spowodował samozadowolenie trenerów, ciągłe sukcesy nie sprzyjały analizom i ciężkiej pracy treningowej nad wszechstronnym rozwojem. To tylko hipoteza, ale jeśli jest słuszna, daje duże nadzieje na sukcesy każdemu, kto ciężko pracuje na treningach, niezależnie od stopnia rozwoju fizycznego. Potwierdza również wypowiedzi wybitnych trenerów, że droga do sukcesu usłana jest porażkami. Porażka boli, dlatego skłania do refleksji, poszukiwania przyczyn, motywuje do jeszcze większego wysiłku na treningach.
Wniosek, nie spieszmy się z wygrywaniem, bądźmy cierpliwi i pracujmy, praca zawsze przynosi efekty.
Najnowsze komentarze